Stany. Kraj autostrad i kowbojów, którzy z mustangów przesiedli się do mustangów. Znikający punkt, Bullitt, Gone in Sixty Seconds. Te tytuły kreowały niegdyś w Polsce wyobrażenie o ruchu drogowym w stanach, a łatki przyklejone wiele lat temu są ciągle powtarzane w rozmowach przy piwie. Czy słusznie? Dziś przeanalizujemy kilka podstawowych twierdzeń o amerykańskich kierowcach przyjmowanych przez nas za pewnik.

  1. Nie potrafią jeździć z ręczną skrzynią biegów – prawda. Za wyjątkiem imigrantów zza południowej granicy I przybyszów z Europy u Amerykanów zaniknęła zdolność prowadzenia aut z inna niż automatyczna skrzynia biegów. Szczerze mówiąc trudno sie im dziwić. Przy monotonnej podroży autostrada, w polaczeniu z tempo matem, możemy w ogóle nie używać nóg, natomiast w korku też jest to zbawienie uwalniające nas od udręki jazdy na półsprzęgle żeby przemieścić sie o dwa metry. W zasadzie to jazda po stanach w 90% przypadków sprowadza sie do tych 2 scenariuszy, wiec sami widzicie dlaczego tak popularny jest tu automat.
  2. Nie potrafią jeździć w zakrętach – prawda. Większość dróg w stanach wygląda jakby została wytyczona przy pomocy linijki I kątomierza. Wprawdzie ze względów bezpieczeństwa nie buduje sie juz wielomilowych odcinków bez zakrętu, ale nawet te nowe drogi nie powalają pod tym względem. Większość zakrętów to delikatne luki, które pokonujemy trzymając kierownice małym palcem u nogi. Z tego powodu Amerykanie to mistrzowie prostej, którzy odjeżdżają nam ze swoja stereotypowa pycha, żeby na najbliższym zakręcie dać sie wyprzedzić jadąc poniżej limitu. No chyba ze pada. Wtedy wszystkie drogi zapalają sie w google maps na czerwono, a mimo to co chwile widzimy kogoś, kto mimo zawrotnej prędkości 30 mil na godzinę skończył jazdę w pobliskim rowie.
  3. Śnieg = paraliż – w sumie prawda. Zacznijmy od garści faktów. Przeciętnie każdej zimy w Chicago spada około 45 cali śniegu czyli jakieś 115 cm. Jednak dni ze śniegiem jest może kilka, także te opady to głownie burze śnieżne o dużym natężeniu, które na kilka – kilkanaście godzin paraliżują ruch (ciężko żeby było inaczej). Jednak po takiej burzy możemy mieć potem miesiąc bez płatka śniegu. Dlatego większość ludzi ma głęboko w dupie zakup opon zimowych I jeździ cały rok na letnich, które w dodatku bardziej przypominają slicki z F1 niż oponę od ursusa. Dodajcie sobie do tego automat, który jednak ogranicza możliwość wyprowadzenia auta z poślizgu oraz nieumiejętność jazdy w zakrętach I voila, wystarczy delikatna gołoledź i mamy kataklizm na drogach.

No i wyszło trochę takie lamentowanie jacy to ci amerykańscy kierowcy źli i niedouczeni. Wiadomo, nie da się opisać ogółu bez generalizowania, które krzywdzi prawdopodobnie zdecydowaną większość  jeżdżących poprawnie kierowców. Fakty jednak są takie, że kolizji na drogach widzi się zdecydowanie więcej niż w Polsce. Nie znaczy to że ruch drogowy w USA ma same wady, ooo zdecydowanie nie. Są też duże plusy, które chciałbym żeby przyjęły się w Polsce, ale je opiszę następnym razem.