Jeżeli jest jakiś punkt, który faktycznie byłby rozczarowaniem, to byłyby to kasyna. W zderzeniu fikcji z rzeczywistością, ta druga dostaje oklep niczym Popek w ostatniej walce. Nie chodzi tu o same kasyna jako takie, bardziej o to kogo tam spotkamy. Zapomnijcie o kobietach w czerwonych sukniach, które towarzyszą europejskim elegantom podbijającym stawkę przy zadymionym stoliku do pokera. Niestety regularnym klientem kasyna jest kobieta w dresach, która równie dobrze może mieć 40 jak 90 lat (są tak pomarszczone od odpalania jednego papierosa od drugiego, że ciężko stwierdzić ich wiek). To, że pali nie sprawia, iż nad stolikiem unosi się filmowa chmurka niebieskawego dymu. Po pierwsze dlatego, ze nie siedzi przy stoliku tylko przy automacie do video pokera, a po drugie dlatego, że powietrze jest tak sprawnie filtrowane z dymu papierosowego. Serio. Pamiętacie jak jeszcze kilka lat temu wizyta w barze dla osoby niepalącej kończyła się trzykrotnym praniem ciuchów, ewentualnie ich wyrzuceniem? Tutaj cały rocznik dowolnego technikum budowlanego mógłby wypalić po wagonie ruskich fajek z przemytu i nie poczulibyście z tego powodu większego dyskomfortu.

old_lady_gambles

Kolejny podpunkt czyli turyści z Azji. Są ale nie do końca z tej części, z której byście się spodziewali. Las Vegas jest opanowane przez Hindusów. Bogaci mieszkają w hotelach na Stripie i patrzą na wszystkich z góry (dosłownie i w przenośni), dla nich nie ma czegoś czego nie można kupić. Oni dosłownie za wszystko zapłacą kartą Master Card. Biedni mieszkają w motelach na obrzeżach miasta i ich królestwem są autobusy, w których zajmują 90% powierzchni. Nie żebym im żałował przestrzeni w autobusie. Po prostu Strip ma około 10 km długości. Dodajcie do tego temperatury rzędu 40 stopni w cieniu i spytajcie się samych siebie ile razy byli byście w stanie przebyć taką drogę. W końcu poddacie się i pojedziecie autobusem i tu zadziała taki głupi mechanizm mózgu, który powie Ci, że jedna i ta sama osoba siedzi na wszystkich miejscach we wszystkich aktualnie kursujących pojazdach. Są dosłownie wszędzie, a przy tym wyglądają identycznie. Mają też jeszcze jedną cechę wspólną – „pachną” identycznie :], ale to już temat na osobny artykuł.

W tym miejscu w zasadzie post o samym Vegas miał się pierwotnie skończyć. Tylko w jaki niby sposób pokazaliśmy tutaj dwa oblicza Vegas? Cały czas mowa była o jednym. Z perspektywy pary, która pojechała na klika dni do Vegas, żeby zobaczyć trochę świata, zagrać w kasynie i poleżeć w pościeli z egipskiej bawełny. Gdzie tu miejsce na szatańskie kluby, prawda? Otóż szatańskie kluby otworzyły swoje bramy tylko piękniejszej połowie naszego małżeństwa, gdy dosłownie dwa miesiące później trafiła tam ponownie, tym razem sama, w ramach wieczoru panieńskiego. I tym razem fikcja i rzeczywistość praktycznie zazębiły się.